Pamiętam ten czas, choć sama tego nie doświadczyłam bezpośrednio. To robotnice opowiadały mi o moim własnym początku, o tym, jak zostałam wychowana na królową.
Zaczęło się od maleńkiego, zapłodnionego jajeczka, takiego samego, jakie teraz sama składam w królewskich miseczkach – specjalnych, większych komórkach o kształcie przypominającym żołądź. Te miseczki robotnice starannie przygotowały, instynktownie wyczuwając potrzebę zadbania o nową matkę. Ta, która do tej pory rządziła w ulu, była bardzo zmęczona. Robotnice wiedziały, że zbliża się jej śmierć...
Po około trzech dniach z jajeczka wykluła się maleńka larwa. Byłam wtedy karmiona obficie i nieustannie mleczkiem pszczelim – tą niezwykle odżywczą substancją produkowaną przez młode robotnice. To właśnie ta królewska dieta sprawiła, że rozwijałam się inaczej niż moje siostry, przyszłe robotnice, które po kilku dniach przestawiono na mieszankę miodu i pyłku. Mleczko pszczele zawierało wszystko, co niezbędne do szybkiego wzrostu i rozwoju moich królewskich atrybutów – większego ciała i w pełni rozwiniętych organów rozrodczych.
Temperatura w ulu była utrzymywana na stałym poziomie około 34-35 stopni Celsjusza. To idealne warunki dla rozwoju wszystkich stadiów pszczelich. Robotnice nieustannie wibrowały skrzydłami, ogrzewając lub chłodząc komórki z czerwiem, w zależności od potrzeb.
Po około pięciu dniach intensywnego karmienia mleczkiem pszczelim moja larwa osiągnęła odpowiednią wielkość. Wtedy robotnice zasklepiły moją królewską komórkę woskowym wieczkiem. Wewnątrz tej bezpiecznej osłonki przeobrażałam się w poczwarkę. To był czas intensywnych zmian w moim ciele. Moje larwalne organy zanikały, a rozwijały się te dorosłej królowej.
Ten etap trwał około ośmiu dni. W tym czasie byłam bezpieczna i chroniona. Wreszcie, po około szesnastu dniach od złożenia jajeczka, byłam gotowa. Przegryzłam woskowe wieczko mojej komórki i wyszłam na świat jako młoda królowa.
Pamiętam opowieści o tym pierwszym wrażeniu – ciemność ula, zapach miodu i wosku, otaczające mnie robotnice. Byłam inna, większa od nich, a one instynktownie to wyczuwały. Od razu zaczęły mnie karmić mleczkiem pszczelim, przygotowując mnie do mojej najważniejszej misji – lotu godowego i założenia nowej rodziny. Wiedziałam, że moje życie będzie inne niż życie moich sióstr robotnic. Moim przeznaczeniem było królowanie...
* A TUTAJ znajdziecie historię o pierwszej walce o koronę.

Komentarze
Prześlij komentarz